dariusz.staropietka.com ▸ blogRSS Feed


Dość chamstwa i arogancji kościoła

Już od dawna nie chodzę do Kościoła. Nie chodzę, bo nie chcę, żeby moralności uczył mnie ktoś, kto sam ma swoje za uszami, kto po skończeniu mszy wsiądzie w auto i w oddalonym o dziesiątki kilometrów mieście spotka się z kochanką, albo - jeszcze lepiej - kochankiem. A już nie daj Boże z takim, który odważy się skrzywdzić dziecko. O takich przypadkach wciąż głośno, dla mnie jest to odczłowieczenie nie podlegające absolutnie żadnej dyskusji, odbierające godność małemu człowiekowi. W tej kwestii jestem wyjątkowo kategoryczny. Uważam, że za takie działanie powinna spotkać delikwenta nieuchronna kara śmierci. Tak samo zresztą, jak za dopuszczenie się gwałtu.

To, co mam Bogu do powiedzenia, mówię Mu na osobności. Jeśli istnieje, Bóg będzie wiedział najlepiej, co przeskrobałem, czy jest mi przykro z tego powodu (czy nie ;-, i czy staram się naprawiać popełniane błędy...

Nie sposób się nie zgodzić z Wiesławem Dębskim, który w felietonie dla Wirtualnej Polski pisze:

Nasi politycy oburzają się, że młodzież emigruje na Zachód. Nie zastanawiają się jednak, czy wszyscy młodzi wyjeżdżają za pracą. Jeśli porozmawiają ze swoimi dziećmi i ich znajomymi, to usłyszą, że coraz więcej z nich zaczyna się nad Wisłą po prostu dusić. Nie z powodu coraz gorszego powietrza, ale przede wszystkim panujących w naszym kraju obyczajów. Bezsensownych kłótni, chamstwa, nietolerancji. I - przede wszystkim - arogancji Kościoła katolickiego - tego naszego, siermiężnego, terlikowskiego i rydzykowego, odległego od Kościoła Franciszka. Polskiego Kościoła, w którym prawo głosu mają Michalik, Dec i Głódź a usta zamyka się Bonieckiemu i Lemańskiemu.

Ci młodzi mają za sobą szkołę dotowaną co roku przez państwo kwotą 1,5 mld zł na ich chrześcijańską indoktrynację. Pobierali naukę w systemie, w którym więcej godzin poświęcono na lekcje religii niż matematyki. A w placówkach najważniejszą osobą był ksiądz katecheta (na państwowej pensji). Do tego biskupi też muszą wtrącać swoje sto groszy do programów nauczania, organizacji życia w szkołach i - przede wszystkim - treści przekazywanych dzieciom.

Kościelni stosują do tego wyrafinowane narzędzia. Oto po lekarzach i aptekarzach, do kruchty maszerują karnie nauczyciele - namawia się ich do podpisywania klauzul sumienia. A całe szkoły do ubiegania się o certyfikaty szkoły przyjaznej rodzinie (a więc takiej, w której nie ma wychowania seksualnego, w której nie mówi się o równouprawnieniu płci, itp.).

A później, byli już uczniowie, trafiają do dorosłego życia. Tam proboszcz i niejeden biskup uzurpuje sobie prawo do zaglądania pod ich pierzyny, decydowania o sposobie uprawiania seksu i braku zabezpieczeń przed niepożądaną ciążą, bo zdaniem biskupów każda ciąża (nawet ta z gwałtu) została dana przez Boga.

I jakoś nikt się nie zastanawia skąd właściwie brzuchaci panowie, odziani w obszerne suknie, mają wiedzę o tajemnicach życia intymnego? Skąd znają budowę kobiecego ciała? Gdzie przeżyli prawdziwe seksualne uniesienia? Dlaczego wreszcie dają sobie prawo, by nas w tych sprawach pouczać?

A pouczają, wymagają, są nieugięci. Grożą nawet ekskomuniką posłom, którzy zagłosują za ustawą o in vitro! Kto wam dał takie prawo, panowie hierarchowie?

To ONI zamiast rozmawiać z owieczkami o tajnikach religii, opowiadają w kościołach głupoty o gender i In vitro, straszą wiernych związkami partnerskimi. W swym "wielkim miłosierdziu" nie pozwalają rozwodnikom w powtórnym związku przystępować do komunii!!!

Oto w wielkanocną niedzielę abp. Michalik zepsuł wiernym świąteczne dni strasząc: "nadciąga nowa ideologia, nowy totalitaryzm, bo z gender nie wolno dziś dyskutować". Abp Głódź zaś uznał za najważniejsze nazwanie projektów ustawy o związkach partnerskich szyderstwem z rodziny.

Nie zauważają hierarchowie, że ci, do których mówią niewiele sobie z tych gadek robią. I żyją po swojemu - używają prezerwatyw, korzystają z In vitro, sypiają z osobami tej samej płci. Nadal przy tym chodzą do kościoła, nawet czasem rzucą parę złotych na tacę.

Jeszcze się dziwicie się, że młodzi wyjeżdżają? Wyjeżdżają, bo nie chcą żyć w kraju katolickiego folkloru i obłudy, w którym każda zapyziała myśl, słowa każdego niedouczonego proboszcza są przyjmowane na kolanach przez polityków, urzędników, nauczycieli! Wszystko to ma jednak swoje konsekwencje. Kościół niesłusznie chwali się dziś, że jego członkami jest 95 - 98 proc. Polaków. Badania kościelnego instytutu statystycznego pokazują bowiem, że jest ich znacznie mniej, w dodatku to katolicyzm byle jaki, powierzchowny, nie poparty codziennymi działaniami. Zaledwie 36 proc. wiernych uczestniczy w cotygodniowej mszy, niewiele więcej wierzy w kościelne dogmaty.

W środowym wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" prof. Mirosława Grabowska przytacza dane CBOS: w ostatnich badaniach zaufanie do Kościoła spada do 55 proc.

I mogą sobie biskupi nadal jeździć wypasionymi brykami, rozdając uśmiechy i razy, nie przejmując się tym, co naprawdę myślą wierni. Ale powinni sobie zdawać sprawę, że skutek będzie taki, iż świątynie opustoszeją. A za tym nastąpi odpływ dochodów z tac. Wierzę, że także skończy się przychylność kasy państwowej. A wtedy..."