dariusz.staropietka.com ▸ blogRSS Feed


Incognito

Moi Znajomi i Przyjaciele przyzwyczaili się już do tego, że kompromituję się przy każdej okazji jak leci. Nikomu - włącznie ze mną - nie robi już to różnicy. Jeden raz mniej, czy więcej... Tylko, że czasem - nawet kiedy sprawa tylko pozornie jest zabawna - dostaję kociokwiku i czuję się zgotowany ze śmiechu... A tym razem...

Patrzę na telefon - nieodebrane połączenie. Pomyślałem, że to znajomi, którym przez innych znajomych podawałem ostatnio swój numer. Więc dzwonię i słyszę jakiś nieznajomy głos.

- Beata? - pytam przejęty.
- Przepraszam, ale czy ja brzmię jak Beata? - zapytał głos.
- Aaaa, Darek! - uradowałem się.
- Niestety, pudło - zaśmiał się głos w słuchawce.
- A chociaż dodzwoniłem się do Gdyni?
- Yhmmm.
- Ale nie do Beaty, ani nie do Darka?
- Niestety...
- Yyyy... Yyyyy (trochę mnie to zbiło z tropu) To ja bardzo przepraszam... Wszystkiego dobrego. Do widzenia!

Rozłączyłem się z myślą, że zrobiłem z siebie jak zwykle koncertowego idiotę. Po chwili pomyślałem z kolei, że skoro ktoś do mnie dzwonił, to musi coś w tym być, że trzeba jakoś wyśledzić, kim jest ten nieznajomy głos. Otworzyłem esemesa i piszę:

"Trochę głupio, bo z tego numeru o 12 miałem nieodebrane połączenie i sądziłem, że to znajomi :) A gdybym uprzejmie zapytał o sprawdzenie tego połączenia, to...?"

Gejowskiej randki raczej nie mam w planach, więc moje myśli skierowane były w inne rejony. Zastanawiałem się bardziej, czy ktoś nie robi sobie głupiego dowcipu. Telefon zadzwonił szybko. Serce podskoczyło mi do gardła (normalnie "czego się boisz głupi"). Odebrałem.

- Dzień dobry - oznajmił ten sam głos.
- Dzień dobry - odpowiedziałem z dziwnym entuzjazmem (jakby cud nastąpił,. że mój telefon w ogóle działa, albo, że ktoś w ogóle do mnie dzwoni).
- Mówi XXX XXX z Komisariatu XXX.

Umarłem.

- Aaaaa... Yyyyy... - wyjąkałem.
- Pan do mnie dzwonił w sprawie... (reszta nie ważna)...
- Aaaa... No fakt... Ponieważ... (i tak dalej).

Konkluzja jest taka, że po raz pierwszy w życiu czuję, że Policja naprawdę mi pomaga rozwiązać problem zakupionego legalnie oprogramowania, które okazuje się być świetnie wykonaną podróbką! To jest niesamowite uczucie... Niby nic, a proszę...

Kiedyś byłem zdania, że choćby nie wiem co się działo, nikt i nic mnie nie zmusi dobrowolnie do kontaktów z tym organem. A tu proszę. Zaskok...

Nienawidzę być ofiarą (zwłaszcza losu) i dawać się naciągać cwaniaczkom na ich tanie zagrywki. Dlatego też odpowiedzialnie staram się bronić wszelkimi możliwymi sposobami. Dałem sobie radę z UPC, dałem sobie radę z Orange, dam sobie radę i z tym dziadostwem. Ciekawe tylko, czy odzyskam swojego Photoshopa w legalnej (tym razem) wersji...