dariusz.staropietka.com ▸ blogRSS Feed


Za dużo święconej wody, za mało mydła

I nagle Polska wybuchła, jakby rząd do szamba wrzucił bombę, albo przynajmniej granat. Chlusnęło na wszystkich, na mnie też. I poczułem się chujowo do tego stopnia, że zdecydowałem się w końcu dokonać apostazji.

Wątków i zdarzeń obecnie jest tak wiele, że w zasadzie nie wiadomo od czego zacząć podsumowanie. Na ulicach gigantyczne protesty, kraj podzielony jeszcze bardziej, niż do tej pory. B(w)uc drze japę, że wszyscy to przestępcy, premier apeluje, minister zdrowia załamuje ręce, gdzieś w oddali mocno grzmi druga część partii rządzącej, co i rusz pojawiają się glosy rozsądku, ale też daleko idącej głupoty. Z drugiej strony kościół tak samo podzielony, jak i rządzący i cały naród. Może dobrze, może to jest sposób, żeby to wszystko rozpadło się na kawałki? Może to czas, żeby pasożyty usunęły się z naszego kraju? Bo jak nazwać ludzi, którzy w środku pandemii, kiedy leży służba zdrowia, kiedy padła gastronomia (której nawiasem mówiąc rzuca się na odczepne pięć tysięcy złotych wsparcia) - kupują sobie luksusowe limuzyny?

A jak nazwać facetów w sukienkach, których rola sprowadza się do publicznego lania łez na widok pomazanych sprayem elewacji kościelnych budynków?

Żeby nie było: jestem przeciwnikiem niszczenia mienia, uszkadzania jakichkolwiek budynków, konstrukcji, czy sprzętu. Uważam, że istnieją dziesiątki innych sposobów na manifestowanie swojego zdania. Zwłaszcza, że za usuwanie skutków takich działań  w większości przypadków płaci samorząd, którego budżet siłą rzeczy zasilany jest przez obywatela. Niby dlaczego mam płacić za cudze wyskoki? Nie lepiej zasilać nadwyżkami finansowymi działanie przedszkoli, czy programy budżetów obywatelskich?

Od zawsze jestem za wolnym wyborem. Za tym, żeby każdy człowiek, mimo ustalonych odgórnie norm prawnych, miał prawo żyć jak chce. Niczyj interes kto z kim sypia, jaki ma kolor skóry, albo wyznanie. Niczyj interes, przynajmniej póki państwo nie zagwarantuje profesjonalnej opieki prenatalnej i okołoporodowej, edukacji seksualnej i wsparcia Kobiet,  ich Rodzin oraz osób niepełnosprawnych. Dopiero wtedy państwo będzie miało moralne prawo proponowania dialogu.

Tym wszystkim po stronie rządowej, którzy drą mordę, że mogą robić co uważają, bo zostali wybrani, chciałbym przypomnieć o Konstytucji RP - najwyższym akcie prawnym istniejącym w Polsce: Jej pierwszy rozdział mówi m.in.:

Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu.

oraz:

Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio.

Jest więc mocno dęte to nadymane "my mamy prawo, bo nas suweren wybrał". W końcu przecież, nawet mimo pandemii, Suweren wylazł na ulicę i zaczął jasno precyzować swoje żądania. I dobrze.

Uważam, że dla dobra wszystkich konkordat powinien zostać niezwłocznie zerwany. Zamiast niego, na wzór Niemiec, kościół powinien utrzymywać zadeklarowany katolik. Ciekawe ilu katolików pozostałoby w polskich rejestrach po wprowadzeniu takiego rozwiązania? Bo jakby nawet czepiać się tej Konstytucji, to można w niej znaleźć całe mnóstwo ciekawych zapisów, np. neutralność światopoglądową państwa. 

Tylko, że mam wrażenie, że Konstytucja jest przez rząd traktowana jak kawał szmaty do wycierania butów. Naprawdę widać, że sięga się do niej wtedy, kiedy jest wygodnie. Tak jak teraz, kiedy B(w)uc wymyślł sobie wyrok zawłaszczonego Trybunału Konstytucyjnego. Straszne to. Choćby dlatego nie wolno odpuścić tej walki.

Mam nadzieję, że ludzi naprawdę kochających kraj jest w Polsce więcej, niż pozerów. Mam nadzieję, że w końcu ludzie przejrzą na oczy, zaczną używać mydła, a nie święconej wody (w której jak się ostatnio okazało są miliardy bakterii kałowych i innych patogenów). Bądźmy wolni i świadomi. Wolność jest Kobietą.