Dariusz.Staropietka.com » MDWS   RSS Feed

Sahara

Dom mojej Przyjaciółki przez lata pełen był ludzi. Przychodzili nieustannie, jak ćmy - do światła, walili drzwiami i oknami. Zwykle z bagażem swoich trosk "do przedyskutowania". Prosili: "pomóż", "wspomóż", "ratuj", itd. Zwykle otrzymywali wsparcie w każdym zakresie. Dziwiłem się. Z czasem coraz bardziej.

Minęło sporo czasu. Kolory na ścianach zbladły, a zakamarki gdzieniegdzie czas okrył pajęczą siecią. Wiele kwestii stało się nieważnych, inne mniej ważne, goście dorośli i zajęli się własnymi sprawami, a do drzwi zastukała choroba. Czas zatrzymał się w miejscu.

Nagle okazało się, że dom zamienił się w pustynię. Na Saharze dwa konające wielbłądy z garbami pełnymi doświadczeń życiowych. Poza tym nic. Noc. Zupełna cisza, dławiący strach i nikogo, kto choć zapaliłby zapałkę.

Jak to jest możliwe? Czy to "kolejna rzecz do przepracowania"? A może tak po prostu powinno być?

Nie można zrobić NIC, jeśli ktoś nie będzie chciał przestać udawać, że nie widzi powagi sytuacji. Moja empatia się zatrzymała i nie chce iść dalej. Ten spektakl będzie mieć smutne zakończenie i nie umiem tego zmienić. W takich sytuacjach przypomina się piosenka...

♗ 2016-06-20 15:06 𓀠 dariusz.staropietka