
♬ Dariusz Staropiętka (IPI: 01244561367)
ISWC: T-325.669.495-4
ISRC: PL22P2400011
UPC: 725336688127
©℗ 2024 Dariusz Staropiętka / Ultramix Records
Opis sceny: Wczesny poranek, 7:40. Wschodzące słońce nieśmiało przebija się przez żaluzje w oknach nowoczesnego, choć nieco zaniedbanego biura „M&L Pharma Sp z o.o.”. Przestrzeń jest przestronna, lecz pozbawiona indywidualnego charakteru – rzędy biurek ustawione są jak na wojskowej musztrze, a każdy komputer na nich wygląda na przestarzały, jakby pamiętał czasy technologii z końca lat 80.
Neonowe światła zapalają się automatycznie, jedno po drugim, rzucając chłodne, białe światło na powoli budzącą się do życia przestrzeń. W tle słychać mechaniczne buczenie klimatyzacji, a w kącie, dławiąc się, wydając pojedyncze bulgoty, jakby walczył o przetrwanie w zautomatyzowanym świecie, automat do kawy wydaje monotonne dźwięki.
Do biura zaczynają wchodzić pierwsi pracownicy. Ich kroki odbijają się echem w niemal pustym holu. Ochroniarz zaczytany w kolorowym magazynie o celebrytach, ledwo unosi wzrok na przychodzących.
Młoda kobieta w garsonce, z teczką przyciśniętą do piersi, wchodzi jako pierwsza. Ze skwaszoną miną wita się mechanicznym, pozbawionym entuzjazmu tonem: „Dzień dobry”. Kolejni pracownicy dołączają w podobny sposób – w tej firmie uprzejmość jest nawykiem, a nie aktem szczerej interakcji.
Jedna z osób wchodzi do kuchni (gdzie przy stole siedzi już kilka rozmawiających ze sobą osób) i podchodzi do automatu z kawą. Po krótkiej walce z zacinającymi się przyciskami, dostaje papierowy kubek z cieczą, z której unoszą się opary o zapachu bardziej przypominającym spaleniznę niż świeżo zmielone ziarna.
Choć zaczyna się wypełniać ludźmi, biuro nadal wydaje się puste. Obecność pracowników zauważalnie wprowadza ruch, ale nie życie. Każdy z nich zajmuje swoje miejsce, w ciszy rozpakowuje plecaki i torebki, uruchamia stare sprzęty, które wydają z siebie dźwięki podobne do przeciągłego westchnienia. Powoli zaczyna być słyszalny delikatny szelest papierów i stukot klawiatur przełamujący monotonię poranka.
Na ścianie wisi duży zegar, który zdaje się być symbolem wszechobecnego w biurze reżimu czasu. Wskazówki poruszają się jednostajnie, odliczając kolejne minuty do rozpoczęcia codziennej pracy.
Zegar na ścianie wskazuje dokładnie godzinę 8:00. W tym momencie drzwi biura otwierają się gwałtownie z łoskotem, który na chwilę przerywa monotonię poranka. Na progu staje Alek Krótki, 27-letni mężczyzna o młodzieńczym wyglądzie, lecz lekko niepewnej postawie. W ręce trzyma schludną, lecz już nieco wytartą teczkę. Jego ubranie – niedrogi garnitur z widocznym śladem po niedawno wyprasowanych kantach – zdradza, że stara się zrobić dobre pierwsze wrażenie, ale jednocześnie wskazuje na brak doświadczenia w korporacyjnym kanonie.
Alek, wyraźnie próbując zrobić „wielkie wejście” rzuca gromkie „dzień dobry!”. Na jego twarzy maluje się szeroki uśmiech będący próbą wyrażenia przyjaznych intencji – jednak szybko znika, gdy bohater zauważa, że nikt nie zwraca na niego uwagi.
Widząc absolutny brak zainteresowania, peszy się i zaczynając być zdezorientowanym, spogląda na przestrzeń biura. Robi kilka kroków, zatrzymuje się w miejscu, jakby próbując rozgryźć, gdzie powinien iść, kogo zapytać o pomoc.
Pracownicy przelotnie spoglądają na chłopaka znad swoich monitorów, oceniając go szybkim, rutynowym spojrzeniem, nie zdradzającym większego zainteresowania. Atmosfera w biurze jest niemal kliniczna – żadnych serdecznych powitań, żadnej ekscytacji z powodu nowej osoby. Nieco zbity z tropu, Alek rusza w głąb sali, starając się zachować pozory pewności siebie.
Nagle pojawia się Sława (42l.) – piękna kobieta ubrana w fartuch farmaceutyczny z podwiniętymi rękawami, przewiązany różowym paskiem. kontrastują z formalną atmosferą biura. Podchodzi do Alka z ironicznym uśmiechem, jej ruchy są szybkie i pewne, a głos – lekko przeciągły, z nutą wyższości.
„To ty jesteś naszą nową gwiazdą?” – pyta, zanim Alex zdąży coś powiedzieć. Nie czekając na reakcję, gestem ręki wskazuje na stanowisko, które ma być miejscem pracy chłopaka. Jej ton bardziej zabarwiony rozbawieniem niż troską wskazuje, że traktuje Alka bardziej jak kolejną ciekawostkę w codziennej monotonii, niż poważnego pracownika.
Chłopak, czując mimo wszystko wzrok wszystkich na sobie, stara się przybrać neutralny wyraz twarzy, jednak zdradza go lekko nerwowe przytupywanie nogi i szybkie spojrzenia w kierunku Sławy, która z każdym kolejnym słowem, gestem, daje wyraźnie do zrozumienia, że zna zasady tej gry znacznie lepiej niż on. Nikt nie zatrzymuje się w biurze na dłużej, aby przyjrzeć się tej scenie – nowi pracownicy to tutaj zjawisko tak rutynowe, jak poranna kawa. W tle widać Tomka z IT, który podciąga do góry żaluzje w oknach.