Dariusz.Staropietka.com » Teksty

Sekrety Dżumalii Dżekson EP01

/Dżumalia wbiega po schodach, otwiera drzwi do mieszkania, zamyka, płacze./

Zostawił mnie! Na same święta! Czułam, że tak będzie, ale liczyłam, że mi się oświadczy! Co za cios w pierś zadany!

Boże, ty możesz wszystko, spraw, żeby w końcu wszystko się zmieniło! Chcę samca jak nikogo innego na świecie, albo... chociaż kawałek męskiego mięśnia! Niech mi ręce odpadną od masturbacji jeśli kłamię!

/z nieba grzmot i głos Boga:/ Niech tak się stanie!

/słychać muzykę retro, scena zmienia się w sypialnię. W łóżku leży – śpi – Dżumalia. Dzwoni radiobudzik. Dżumalia ucisza go./

No wyłącz się!

/włącza się radio. W tle słychać prezentera na tle innego przeboju retro./

Kolejny piękny poranek, prawda? Wstaliście już? No, to czas się już brać do roboty! Przedtem jednak polecam dobrą, mocną kawę, espresso na przykład i koniecznie z mlekiem, a do tego croissant z kremem czekoladowym! Mmmmm, pycha! A! I zapomniałbym powiedzieć: dzisiaj zapowiada nam się uroczy, ciepły dzień, więc choć na tych kilka chwil będzie można zapomnieć o grubej kurtce, czapce i szaliku. Nawet 20 stopni wskaże dzisiaj termometr! Nie idźcie tylko na plażę, bo woda – gwarantuję – jest zimna. Po tej stronie Karol Szałapski. Wstajemy, wstajemy!

/Słychać kolejne nagranie retro./

Jakiej plaży? Ja nie mam plaży!? Heloł?!

/przeciąga się./

Chyba się jeszcze nie obudziłam... Otworzyłam jedno oko, promienie słońca wpadają mi przez ucho i robią sobie przechadzki po mózgu.

/przeciąga się./

Ciekawe, co będzie jak otworzę drugie oko. Pewnie wejdą też drugim uchem, zatoczą pętlę i wtedy wyjdzie takie stężenie zwrotne, że jak się te promienie zderzą, to nastąpi wybuch i może wszystko powróci do normalności!

Co z tego, że życie nie układa mi się tak, jakbym tego chciała? Ja wiem! Ja wiem, że przyjdzie kreska na Matołka i że w końcu znajdę miłość swojego życia. Ten dzień mi w tym pomoże. Bo to jest TEN dzień!

Wczoraj się zupełnie pogubiłam. Nic się takiego nie stało, ale kiedy Chris poprosił mnie, żebym zastąpiła go za barem, doznałam mentalnego orgazmu. Już to było jak awans! Ja, tancerka go-go, stanęłam za barem! Jak królowa Elżbieta na Tytanicu! Mmm, tak, tak!

W każdym razie, czułam się dobrze aż do czasu, kiedy nie przyszła Dżolanta i nie namieszała. Stoję sobie za tym barem, myślałam, że po powrocie do domu powinnam dopisać kolejne pozycje do sekretnej listy Dżumalii, a ta wpada i wrzeszczy:

- Pożar! Pożar!
- Jaki pożar?! - oniemiałam. Myślałam, że to może coś z moim apartamentem, ale nie. Dżolanta wydawała się nie być zmartwiona.
- Pożaaaaaar! - wrzasnęła po raz enty. - Uczuciowy! - poprawiła się po chwili.
- Boszeeeeee! Zakochałaś się?!
- Nieeee! To ty się zakochałaś wariatko!
- Jaaaa? OMG! Faktycznie!

Mimo wszystko i tak bez sensu, bo i tak faceci są do bani. Wszyscy tylko patrzą, jak i gdzie by tu kleksa zasadzić. A ja jestem jak kałamarz, w morzu namiętności. Nikt nigdy nie liczył się z moimi uczuciami. Ani matka, ani ojciec, ani żaden facet, który przewinął się przez moje życie. Nie wiem dlaczego tak się dzieje. Przecież jestem tancerką w klubie go-go. Tam nie wpuszczają byle kogo. Tak, tak, faceci lubią popatrzeć na mięśnie. Bo co jak co, ale mięśnie mam całkiem spore. Jestem kobietą z klasą! Czy ktoś odważy się zaprzeczyć?

Już nie potrafię myśleć o życiu w symbiozie. Bo niby co? Mam przez całe życie zbierać skarpetki porozrzucane po całym mieszkaniu? Ze skarpetek zupy się nie ugotuję! Żeby to chociaż były grzyby…

Każdy facet, którego miałam traktował mnie jak maszynkę do mięsa. Kiedy kręcił korbką, przez sitko wyskakiwało „ko-cham-cię”. Do czasu, kiedy korbka się urywała i trzeba ją było przyklejać kropelką. Kropelką namiętności… I znowu było: „ko-cham -cię” i trach! Kropelka! Gdzie jest kropelka?! No tak, teraz to i poksilina nie pomoże… O nie! Już nie jestem taka głupia!

My - wielkie damy - powinnyśmy trzymać się razem. Wielki świat należy do wybranych. Jasne, że damy, albo nie damy, a jak damy to odpada korbka. Wszystkie to wiemy. Tylko jak nie dać, kiedy stoi samiec jeden z drugim i błaga o dopust Boży?

Dwa tygodnie temu miałam okres. Spóźnił się o całe 16 dni, więc myślałam, że jestem w ciąży. W myślach wiłam sobie już miłe, przyjemne gniazdko u boku ukochanego, aż tu nagle „chlap”! Zupa się wylała.

Tym razem James również nie stanął na wysokości zadania. Przyniósł mi z apteki tampaksa. Jednego… tampaksa… Tępak… Bo co on myślał? Że po zużyciu wrzucę go do pralki? Moja przyjaciółka Samantha mówi, że takich rzeczy się w pralce nie pierze, bo tak jak kaszmirowe swetry szybko się filcują. Najlepiej przeprać w rękach, jak pieluchy z tetry!

Poza tym, rok temu, moja siostra urodziła śliczną córeczkę. Pomyślałam z zazdrością, że kiedyś też będę mieć taką zabawkę. Stawiasz takie coś na nogi, przekręcasz kluczyk jak w starym dodge’u i jazda. Biega to dookoła, warczy, furczy i zatrzymuje się wyłącznie w momentach, kiedy w baku kończy się benzyna. Dosłownie tak jak Mario – mój pierwszy facet! Warczał, warczał, a później wyciągał kopyta. Biegał, wrzeszczał i stop. Do dzisiaj się zastanawiam, czy nie miał ADHD, albo jakiegoś porażenia. Bo niby o co tyle hałasu? O 15 tysięcy dolarów, które wypłaciłam z konta na nowe futro? Z jego konta ofkorz. Bo co będę wypłacać ze swojego. My jesteśmy po to, żeby o nas dbać. Kto ma dbać? Jasne, że oni! Co będzie dalej, czas pokaże. Zresztą... Pomyślę o tym jutro.