Dariusz.Staropietka.com » Teksty

Sekrety Dżumalii Dżekson EP08

/salon. Dżumalia klęczy przed Svietą, ubraną w balową sukienkę, w ustach ma szpilki, którymi przypina zbyt długi materiał na dole sukni. Dżolanta stoi oparta o framugę i przygląda się zabiegom/

- Nie rozumiem, jak mogłaś nie mieć chłopaka...

- Właśnie, właśnie... Wiesz, jak fajnie jest z chłopakami?

- Pani też nie ma chłopaka...

- Nie bądź taka drobiazgowa! Ja nie mam chłopaka, bo jestem wstrzemięźliwa.

/Dżolanta zaczyna się śmiać/

- Jasne, jasne, a mi rosną włosy na plecach.

- A rosną?

- Jasne, że nie.

- Ale ja naprawdę jestem wstrzemięźliwa! Postanowiłam wstąpić do zakonu.

/Svieta i Dżolanta chóralnie/

- Gdzie?!

- Do zakonu... Spojrzałam wczoraj w okno i zobaczyłam listonosza.

- Przyniósł ci pewnie powołanie do armii pingwinów? /śmiech/

- Nieee, wyglądał jak posłaniec z nieba. Pomyślałam, że nic na tym ziemskim padole mnie nie czeka. Chyba nawet zrobiłam się bezpłodna. Mentalnie znaczy.

- Pani...

- Cicho! Nie ruszaj się, bo cię ukłuję.

- Zwariowałaś?! Tam do picia będą ci dawać mszalne sikacze z bromem. I będziesz spać na kozetce! A w ogóle czy my długo jeszcze będziemy tak stać?

- Jezu, przecież muszę jakoś przypiąć tymi szpilkami miarę. To nie moja wina, że Svieta jest taka chuda. A co do kozetki z ginekologiem, to też sypiam na kozetce i nie robi mi to.

/Svieta i Dżolanta/

- Na Ukrainu to norma!

- Seks z ginekologiem na kozetce?!

- Nieeee... że na Ukrainu chudzi są wszyscy.

- Ha! Bo tam nie ma Big Burgera!

- Ale miód jest, wodka jest...

/Dżmalia/

- A ja bym właśnie polemizowała. Sama zobacz, Dżo: jej brat na pijaka nie wygląda...

- Słodki jest... Fakt...

/Svieta/

- Bóg mi panią zesłał, pani Dżumalio. Tera jeszcze pani taka dobra...

- Przecież jesteś kobietą, musisz wyglądać jak kobieta!

- No, przecie wygląda...

/Dżolanta/

- Jasne... w tych barchanowych gaciach wyglądasz jak królowa Bona! Normalnie siódma era wodnika!

- Chyba „siódma era przed naszą erą”! /śmiech/

/Svieta/

- Pani...

- Ależ proszę cię, stój prosto!

- Ale pani...

- Co takiego? /ze zniecierpliwieniem/

- Wbiła mi pani szpilkę! /tonem skargi/

- Gdzie?

- Ała! /płaczliwie/

- Acha...

/koniec krawieckich działań Dżumalii. Podnosi się z kolan, odkłada pudełko ze szpilkami na stolik/

- Ufff, skończone! Teraz marsz do łazienki! Musimy wyszorować cały ten twój wschodni image.

- Ale pani... /namyśla się/ No dobrze, to ja poszla...

/śpiewa „Jestem kobietą” niemiłosiernie poza tonacją/

- Idź, tylko się nie utop!

/Dżolanta/

- Ona to ma dobrze. Przynajmniej idzie na randkę.

- Pffff...

- A czytała już sekretną listę Dżumalii?

- Nieee, cały czas czyta katechizm. Ale wiesz co? Inspiruje mnie to.

- Jasne... Inspirująca Svieta... Już to widzę.

- Och, czepiasz się. Ona jest taka poprawna, taka uskrzydlona... Nawet jak myje okna to wydaje się szczęśliwa.

- A wiesz już co założy?

- Dam jej tę sukienkę z ubiegłego sezonu.

- Chyba nie tę od Prady?

- Tę właśnie...

- Nieeeeeeee, świetnie! Jak ja chciałam, to ty nie chciałaś...

- Bo w tym właśnie cały ambaras...

/słychać potworny galimatias w łazience, spadające półki, krzyk, upadające rzeczy/

/Dżumalia i Dżolanta, chóralnie:/ Svieta!!!

/Dżumalia/

Svieta nie straciła przytomności. Miałam wrażenie, że złamała trzy ręce, cztery nogi, i że do tego pobiegnie zaraz dzwonić na pogotowie. Zdawała się być twarda, jak Statua Wolności, choć wszystko wskazywało, że to już jej ostatnie chwile. W ostatnią drogę zabrała mop i ukochane, niebieskie wiaderko. Z Dżolantą pomyślałyśmy, że nie zaszkodzi pogrążyć się w żałobie. Na wszelki wypadek, bo wszystko wskazywało na to, że umarła kura odzywa się z zza światów, zbierając swoje tragiczne żniwo.